8 powodów, dla których życie na Sardynii nie jest dla każdego

by Dagmara | Przeprowadzka za granicę, Sardynia, Życie we Włoszech

Turkusowa woda, granitowe skały, cisza przerywana tylko cykadami — to obraz Sardynii, który ma w głowie chyba każdy, kto pomyśli o tej rajskiej wyspie. Ale między tygodniem urlopu a codziennym życiem jest przepaść. Ludzie, którzy przeprowadzają się tu z entuzjazmem często po roku odkrywają, że raj ma swoją cenę — i nie chodzi tu wcale o pieniądze. Oto dlaczego Sardynia, mimo całego swojego uroku, potrafi wystawić cierpliwość nowych mieszkańców na naprawdę poważną próbę.

1. Latem żyjesz w tłumie, zimą ludzie znikają

Sezonowość tej wyspy jest bezlitosna. Od czerwca do września miasteczka pękają w szwach, ceny rosną, a na niektóre plaże trzeba przyjeżdżać przed ósmą rano, żeby znaleźć miejsce. Od października do maja te same miejscowości zamieniają się w scenerię rodem z filmu o końcu świata — zamknięte restauracje, puste plaże, w niektórych miasteczkach ulice, na których wieczorem nie spotkasz nikogo. Są osoby, które wprost nie mogą się doczekać się sardyńskiej zimy — wszystkie najpiękniejsze miejsca mogą mieć na wyłączność. Kto jednak przenosi się tu licząc na stały, tętniący życiem klimat śródziemnomorski, szybko zrozumie, że Sardynia nie jet bynajmniej drugą Ibizą, a przez kilka miesięcy w roku życie przenosi się wgłąb domów.

2. Trudno obejść się bez samochodu

Transport publiczny poza głównymi miastami — Cagliari, Sassari, Olbią — jest bardzo ograniczony. Autobusy do mniejszych miejscowości potrafią kursować kilka razy dziennie, a poza sezonem czasem wcale. Sieć kolejowa nie jest bardzo rozbudowana — omija większość miejscowości na wybrzeżu, a długość przejazdu na trasie Cagliari-Sassari jest zaskakująca. Jeśli marzysz o życiu bez samochodu, weekendowych wyprawach w głąb wyspy, wyskoczeniu do pobliskiego miasta czy wizyty u lekarza bez planowania logistyki jak do operacji wojskowej — zapomnij. Tutaj auto to nie luksus, to warunek przetrwania. Warto przy tym pamiętać, że Sardynia nie ma autostrad w europejskim rozumieniu tego słowa. Drogi wiją się przez góry, omijają wąwozy, prowadzą przez miasteczka, gdzie ograniczenie prędkości wynosi 30 km/h co kilometr. Odległość, która na Google Maps wygląda na 40 minut, w praktyce, szczególnie latem albo w deszczowy dzień, potrafi zamienić się w półtoragodzinną wyprawę. Dla kogoś przyzwyczajonego do kontynentalnej infrastruktury to codzienna, męcząca lekcja pokory. A dla osoby z chorobą lokomocyjną taka podróż może być prawdziwym wyzwaniem!

3. Zimą wyspa potrafi być zaskakująco chłodna i wilgotna

Wyobrażenie o Sardynii jako miejscu wiecznego lata jest złudne. Zimowe miesiące bywają wietrzne, deszczowe, a w domach — zwłaszcza starszych, budowanych z myślą o chłodzeniu, a nie o ogrzewaniu — potrafi być zimniej niż na zewnątrz. W wielu mieszkaniach brakuje porządnej izolacji czy centralnego ogrzewania, więc rachunki za prąd w styczniu potrafią zaskoczyć równie mocno jak wiatr mistral, który potrafi wiać nieprzerwanie przez kilka, czy kilkanaście dni, wymuszając na mieszkańcach zakładanie ciepłych czapek.

Odległość, która na Google Maps wygląda na 40 minut, w praktyce, szczególnie latem albo w deszczowy dzień, potrafi zamienić się w półtoragodzinną wyprawę.

samoty kitesurfista na jesiennej plaży
Capo d’Orso

4. Rynek pracy poza turystyką jest wąski

Gospodarka wyspy w dużej mierze kręci się wokół sezonu turystycznego. Poza nim oferty pracy są ograniczone, wynagrodzenia — jedne z niższych we Włoszech, a konkurencja o stabilne etaty spora, bo lokalna młodzież sama masowo wyjeżdża na kontynent w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Kto liczy na łatwe znalezienie satysfakcjonującej pracy poza sezonem czy poza branżą hotelarsko-gastronomiczną, może się srodze zawieść. Remedium na tę sytuację może być własny pomysł na biznes (ale tu uwaga na włoską biurokrację!), praca zdalna albo… emerytura!

5. Biurokracja włoska w sardyńskim wydaniu potrafi przetestować twoją cierpliwość

Załatwienie czegokolwiek — od pozwolenia na budowę, przez rejestrację samochodu, po zwykłe podłączenie prądu — bywa procesem, który wymaga czasu, wielokrotnych wizyt w urzędach i akceptacji faktu, że „jutro” w lokalnym rozumieniu może oznaczać za tydzień. Pamiętaj, że piano piano — powolutku — to nie tylko slogan, to realny rytm życia, także w urzędach. Do tego dochodzi izolacja wyspiarska: część spraw i tak trzeba załatwiać przez kontynentalne oddziały instytucji, co wydłuża wszystko jeszcze bardziej. Dlatego warto się porządnie do takich wizyt przygotować, wyprzedzać wiedzą urzędy i instytucje i samemu wskazywać odpowiednie zapisy prawne czy dokumenty świadczące o tym, że coś, co chcesz właśnie załatwić jest jak najbardziej wykonalne dla niewłoskiego obywatela.

6. Wspólnoty lokalne bywają zamknięte na obcych

To nie reguła, ale — szczególnie w małych miejscowościach, w których do tej pory nie mieszkał nikt spoza nich — pewien dystans do nowych mieszkańców może być zauważalny. Warto pamiętać, że Sardyńczycy mają silne, wielowiekowe poczucie odrębności — własny język, tradycje, sposób bycia inny niż w kontynentalnych Włoszech. Tak, tak — często mieszkańcy Sardynii posługują się między sobą lokalnymi językami, więc nawet świetna znajomość włoskiego nie wystarczy, by się z nimi swobodnie zintegrować. To piękne z perspektywy kulturowej, ale dla przybysza oznacza czasem długie miesiące, zanim zostanie się naprawdę włączonym do lokalnej społeczności. Choć powiedzmy sobie szczerze — dla chcącego nic trudnego. Czasem wystarczy wykazać żywe zainteresowanie ich kulturą, życiem, zwyczajami, może nawet pokazać swoje — i nagle okazuje się, że można ich łatwo zjednać, a nawet zawrzeć piękne znajomości!

7. Opieka zdrowotna poza dużymi miastami potrafi być problemem, nie udogodnieniem

Szpitale i specjalistyczna opieka medyczna koncentrują się głównie w Cagliari i kilku większych ośrodkach. Mieszkając w mniejszej miejscowości w głębi wyspy, w nagłym przypadku musisz liczyć się z dłuższym dojazdem, a jeśli mieszkasz na którejś z należących do Sardynii małych wysp, w poważnych przypadkach jedyną drogą dotarcia do szpitala może być… helikopter! Niektóre specjalistyczne zabiegi czy konsultacje wymagają wyjazdu na kontynent albo do Polski. Dla osób starszych, przewlekle chorych albo rodzin z małymi dziećmi to czynnik, którego nie wolno bagatelizować.

8. Koszty życia rosną szybciej niż zarobki

Choć wciąż można znaleźć okazje cenowe na zakup domu, codzienne życie — jedzenie, paliwo, prąd, ubezpieczenia — bywa nieraz droższe niż na kontynencie, właśnie ze względu na koszty transportu towarów na wyspę. W połączeniu z niższymi lokalnymi zarobkami budżet domowy potrafi się nie spinać znacznie szybciej, niż ktoś planujący przeprowadzkę mógłby się spodziewać. Dla pocieszenia, niektóre towary mają na Sardynii niższą cenę niż w Polsce, a świeżość i smak lokalnych produktów spożywczych są bezcenne!

Algero zimą

Więcej artykułów

Żółwie Caretta Caretta wracają na Sardynię!

Żółwie Caretta Caretta wracają na Sardynię!

Dla miłośników natury to nie lada gratka – tydzień temu, w nocy z 5 na 6 lipca, na dwóch plażach złożyły jaja samice żółwia morskiego caretta caretta .  Jeszcze kilka lat temu gniazda żółwi na sardyńskich plażach były ekstremalnie rzadkim zjawiskiem, od kilku lat…

read more…